Szkoda kasy na „cuda” w pigułce - Portal Polska Kosmetologia i Kosmetyka Szkoda kasy na „cuda” w pigułce - Portal Polska Kosmetologia i Kosmetyka

Szkoda kasy na „cuda” w pigułce

Oceń ten artykuł
(1 głos)

pigulka cudaMoże wreszcie uda mi się po tym szybko schudnąć? Czuję się osłabiona – czas kupić witaminę D! Nie da rady wychować zdrowego dziecka bez kwasów omega-3! Zwariowałaś, nie suplementujesz selenu i cynku?! No nie mów, że nie łykasz wapnia!

Nie ma rzeczy cenniejszej od zdrowia. Czasem ulega ono pogorszeniu. Kolejki do lekarzy, problem z dostaniem się do specjalisty, czy też przekonanie o tym, że samemu możemy poradzić sobie z dolegliwością powoduje, że sięgamy po suplementy diety. Wyposażeni w wiedzę  ze stron internetowych i bloków reklamowych w TV udajemy się do apteki po niezbędny nam specyfik. Kupujemy i...! I co? Brak efektu! Dlaczego? Odpowiedzi są dwie – albo specyfik nie był nam w ogóle potrzebny, albo substancji czynnych było w nim jak na lekarstwo.


Przeciętny pacjent, który wiedzę czerpie ze środków masowego przekazu, nie odróżnia zapewne leku od suplementu. Tymczasem różnica pomiędzy nimi jest  często kolosalna. Lek podlega rejestracji i dopuszczeniu do obrotu przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, do czego podstawą jest szczegółowa dokumentacja, potwierdzająca zarówno jego jakość, skuteczność, jak i bezpieczeństwo stosowania. Nad jakością i bezpieczeństwem stosowania medykamentu czuwa Narodowy Instytut Leków i Główny Inspektor Sanitarny. Jeżeli cokolwiek wzbudza podejrzenia w produkcie można szybko go wycofać, chroniąc w ten sposób pacjenta. Tymczasem dla suplementu wystarczy jedynie powiadomienie Głównego Inspektora Sanitarnego. GIS, wprowadzając suplement na rynek, opiera się na zapewnieniach producenta, że skład na etykiecie pokrywa się z tym co znajdziemy w pigułce. Czy tak powinno być? Takie działanie, oparte jedynie na „zaufaniu”, naraża konsumenta na często zbędne wydatki, a co gorsze – na uszczerbek na zdrowiu...


Warto podkreślić, że nie każdy suplement z założenia jest bublem. Warto więc zapytać farmaceutę, który z nich może polecić. Wiele bowiem firm, ze względu na koszty oraz utrudnienia rejestracyjne, swoje wysokojakościowe preparaty umieszcza od razu w kategorii suplementów.


Istnieje wiele badań, które dowodzą, że suplementy zawierają wypełniacze lub zanieczyszczenia nieuwzględnione na etykiecie. Jest to poważny problem, ponieważ ktoś może być uczulony na dany składnik. Innym, być może ważniejszym problemem jest brak czynnego składnika w ogóle! Na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu przebadano 11 preparatów rzekomo zawierających miłorząb japoński (3 leki i 8 suplementów). Wyniki były wręcz szokujące. Leki zawierały deklarowaną zawartość surowca, ale norma ta potwierdziła się w przypadku zaledwie JEDNEGO suplementu. Poza tym, potwierdzono obecność toksycznych dla człowieka kwasów ginkolowych w ilościach znacznie przekraczających normy.


Najczęściej jednak fałszowane są suplementy na odchudzanie zawierające błonnik, L-karnitynę, ekstrakt z zielonej herbaty i stężone kwasy CLA. Szwedzcy naukowcy wzięli pod lupę tego typu preparaty, a wyniki zaprezentowali na Międzynarodowym Kongresie Badań nad Otyłością w Sztokholmie. W badaniu udział wzięło 189 pacjentów z nadwagą, którzy zażywali przez 8 tygodni zgodnie z zaleceniami producenta suplement na odchudzanie. Po dwóch miesiącach, w zależności od suplementu, osoby zażywające 7 z 9 badanych produktów zrzuciły od 1 do 2 kg, podczas gdy w grupie placebo ubytek ten wyniósł średnio 1,2 kg. Różnica ta nie jest istotna statystycznie. Wniosek – jedyną różnicą w obu grupach była strata pieniędzy na cudowny „odchudzacz” w pigułce. Tymczasem im bliżej wiosny tym gęściej apteczne półki zapełniają się tego typu wynalazkami. Na świecie rocznie wydatek na ten asortyment wynosi ponad 13 mld dolarów, w samej Europie Zachodniej – 1,5 mld.


Jak mądrze wybrać więc suplement? Zapytać farmaceutę. Zarówno leki jak i suplementy mogą wchodzi w interakcję z preparatami przepisanymi na receptę. Przykładowo preparaty, również bardzo często fałszowane, mające w swoim składzie żeń-szeń, mogą być niewskazane dla osób cierpiących na niekontrolowane nadciśnienie lub inne schorzenia układu krążenia. Podobnie sprawa ma się z suplementami z miłorzębem japońskim. W połączeniu z lekami rozrzedzającymi krew (warfaryna, acenokumarol, kwas acetylosalicylow) może dojść do spotęgowania efektu przeciwzakrzepowego i krwotoku.

–  Rozumiem pacjentów, którzy w codziennym zabieganiu nie mają czasu wybrać się do lekarza. Szukają oni rozwiązania szybkiego i skutecznego – podkreśla Michał Białkowski, farmaceuta z Krakowa. –  Dobrze jest gdy taka osoba trafi do apteki i przedstawi swój problem farmaceucie. Gorzej, jeśli kupi specyfik nieznanego pochodzenia z Internetu lub zamówi z wysyłki gazetowej. Niedawno do apteki, w której pracuję przyszedł mężczyzna z suplementem na odchudzanie. Problem polegał na tym, że cała, bardzo skromna ulotka była napisana po... chińsku! Pacjent bał się zażyć specyfik dlatego przyszedł z problemem do farmaceuty. Niestety, nie mam specjalizacji z chińskiego, a łykanie „niewiadomoczego” odradziłem. Uważam, że istnieją suplementy warte polecenia, ale jeżeli ktoś prosi mnie o doradzenie – zawsze wskażę na lek.

 

Źródło: http://biotechnologia.pl/

 

+Dodaj komentarz