Klient nasz Pan? - Portal Polska Kosmetologia i Kosmetyka Klient nasz Pan? - Portal Polska Kosmetologia i Kosmetyka

Klient nasz Pan?

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Klient nasz Pan?

 

Prawdopodobnie, gdy słyszycie frazę „Klient nasz Pan”, przechodzą Was ciarki.

 

 

 

Przypominacie sobie wszystkie te osoby, które zajmują Wam miejsce w grafiku, a potem nie przychodzą na umówiony termin, które mimo wszelkich starań i dobrze wykonanego zabiegu, wychodzą od Was niezadowolone, które oczerniają Was (mam nadzieję, że rzadko się Wam to zdarza), które przychodzą i traktują Was z góry, jakbyście byli nikim, a one tym KIMŚ. Takim osobom ciężko zwrócić uwagę, bo chociaż należy im się krytyka, ryzyko jakie ona niosłaby dla reputacji Waszej i Waszej firmy, byłoby zbyt duże.

 

Język, jaki stosuje nasze społeczeństwo nie zawsze jest elegancki, ludziom coraz łatwiej przez gardło przechodzą wyrazy obraźliwe. Dyskusje prowadzone są wokół praw pacjenta, klienta, a zapominamy, że prawa do szacunku powinien mieć również usługodawca.

 

Obecnie panuje pewnego rodzaju przyzwolenie społeczne na roszczeniowe zachowania, bo przecież „Klient nasz Pan”, „Klient płaci – to wymaga”. Owszem, niekulturalny klient płaci, wymaga profesjonalnego świadczenia, ale przy okazji zapomina o zasadach dobrego wychowania i obopólnego szacunku, który należy się każdemu.

 

Prawdą jest, że nie tylko w polityce jesteśmy świadkami upadającej kultury osobistej. Każdy z Was miał z pewnością do czynienia z tym szczególnym rodzajem klienta, którego nic nie zadowoli, który szarpie Wam nerwy. Kwestią sporną jest, czy taka osoba ma prawo domagać się swego, bo przecież płaci, czy jako ludzie możemy wymagać od niej szacunku dla nas. Podwykonawca, usługodawca jest w tym świetle na straconej pozycji. Co można z tym fantem zrobić?

 

 

Kodeks wykroczeń

Art. 138

Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny.

 

 

 

Ryzykowna jest bezpośrednia odmowa świadczenia usługi, bo chociaż interpretacje prawne są sprzeczne, wielu prawników mówi, że nie do końca zgodna z prawem jest odmowa wykonania usługi. Pozytywem jest jednak to, że ta niejednoznaczność pociąga za sobą trudność w egzekwowaniu praw klienta wobec takiego przedsiębiorcy.

 

Co możemy więc zrobić by zminimalizować straty finansowe i moralne wywołane przez nielojalnych i niekulturalnych klientów?

• Możemy zaryzykować bezpośrednią odmową wykonania usługi. To jednak mało delikatna forma rozwiązania problemu i może pociągnąć za sobą konsekwencje prawne, lub jeszcze gorsze – niedoszły klient mógłby zacząć rozpuszczać negatywne opinie o Waszym salonie.

• „Piękno jest ważne, zarazem zewnętrzne jak również to wewnętrzne” – To prosty slogan, ale bardzo prawdziwy. Radzę wywiesić go na honorowym miejscu w salonie urody. Może poruszy on sumienia i np. zachęci klienta do przesunięcia rezerwacji lub ewentualnie odwołania jej, gdy nie będzie chciał przyjść na umówiony termin.

• Możecie wysyłać sms-y z przypomnieniem o usłudze, co zredukuje liczbę nieodwołanych wizyt co najmniej o połowę, i sprawi, że wszyscy, nawet Ci „czepialscy” klienci poczują, że są profesjonalnie obsługiwani.

• Zawsze warto odpowiadać kulturą na brak kultury – to naprawdę szokuje niektóre osoby i uciera im nosa. Następnym razem być może przyjdą do Was pozytywnie odmienione.

• Jeżeli w żaden sposób nie da się wpłynąć na złe zachowanie klienta, zawsze można delikatnie zniechęcić go do przychodzenia do salonu. To prawda, że klient zadowolony poleci nasz salon drugiej osobie, a klient wzburzony i rozdrażniony obsmaruje nas przed kolejnymi ośmioma. Gdy boicie się, że dana osoba po odesłaniu zemści się na Was, zaciśnijcie usta, przełknijcie dumę, wykonajcie zabieg i pożegnajcie ją z uśmiechem.

 

Niezależnie od tego, jaka jest Wasza taktyka w walce o szacunek dla Was, Waszej pracy i Waszych pracowników, nie dajcie się wyprowadzić z równowagi. Cieszcie się swoją pracą i pamiętajcie, że większość klientów to zazwyczaj osoby z klasą.

 

 

Małgorzata Chlebek

Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

Artykuły powiązane

Skomentuj